piątek, 12 września 2014

Inteligencja kontra ,,wykształciuchy"


Ostatnio szeroko komentowano zachowanie lekarza, który w wulgarny sposób odezwał się do pacjentek. W Polsce jest bardzo dużo przypadków, szczególnie wśród ginekologów, chamskiego traktowania kobiet. Częste są również doniesienia o pijanych na dyżurze lekarzach, o nauczycielach molestujących uczniów, o księżach powodujących wypadki pod wpływem alkoholu. Te wszystkie  niechlubne informacje zmuszają do postawienia pytania, co się dzieje z polską inteligencją, która wczasach przedwojennych świeciła dobrym przykładem. Ba, była autorytetem dla całego kraju. Naturalnie nie chodzi tutaj  o kompetencje, ponieważ na szczęście jest wielu bardzo dobrych specjalistów, którzy legitymują się dyplomami wyższych uczelni.  Sama wiedza jednak nie tworzy jeszcze elit intelektualnych. Do tego bowiem potrzeba nam właściwych postaw moralnych ludzi, będących na świeczniku, których dobry przykład służyłby ogółowi społeczeństwa.  Dlaczego zatem brakuje właściwych  wzorców, godnych naśladowania? Dlaczego w Polsce króluje bylejakość, a cały kraj opanowały wszechobecne przekleństwa i złorzeczenia? Czyż nie powinno się od razu rozpoznać człowieka z wyższym wykształceniem po jego sposobie mówienia, po zachowywaniu całego wachlarza dobrych manier, po jego szacunku do innych ludzi?

Proces niszczenia inteligencji  powojennej  zapoczątkowało wejście komunizmu, w którym to szybki awans społeczny zapewniały znajomości z władzami. Samodzielność i inicjatywa nie liczyła się, ważne były przede wszystkim układy. Doprowadziło to do tego, że oficer wojska polskiego czy milicjant był  uosobieniem głupoty: „ Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Ten proces się pogłębiał, szeregi inteligencji poszerzali ludzie niekompetentni,
o słabych możliwościach intelektualnych, ale służalczy, wygodni dla systemu.  Indywidualiści  pragnący realizować swoje ideały, nie przyklaskujący ideologii byli odsuwani na margines. W zakładach pracy,
w milicji, szpitalach – szczególnie wśród kadry kierowniczej – tolerowano picie alkoholu. Przyzwolenie społeczne na niemoralność zaczęło zataczać coraz szersze kręgi. Ten proces degeneracji postępował szybko. Naród degenerował się czerpiąc wzorce od warstw rządzących. Alkohol był oficjalnym środkiem płatniczym albo dodatkiem do łapówek, którą dawał każdy, kto chciał się wkupić w łaski systemu.  Studenci mieszkający w akademikach podczas libacji pili alkohol niemal codziennie.

Dzisiaj temat alkoholu jest tematem tabu;  ogólnie napiętnowany jest wszechobecny. Zakazywany na imprezach społecznych dotyka nizin moralnych w rodzinach, na spotkaniach towarzyskich i imprezach młodzieżowych. Napiętnowany przez kościół  jak najgorsze zło, wyzwala w ludziach lubieżność łamania zakazów tysiąckrotnie. Wymyka się spod kontroli i czai na każdym kroku chociaż trzymany w ryzach nie-przyzwolenia. A może właśnie dlatego? Może zagubiliśmy granicę odpowiedzialności za dorosłość? Jak wytłumaczyć młodemu człowiekowi, że alkohol, który jest uznawany przez społeczeństwo
za  najgorszego wroga,  jest jednocześnie przez to samo społeczeństwo nadużywany w każdej sytuacji?  Pomimo, że ukrywany, zbiera jakże obfite żniwo w postaci ofiar wypadków . Choroba alkoholowa toczy ludzi na każdym stanowisku, w każdym wieku i w każdej grupie społecznej.  A przecież alkohol spożywany od czasu do czasu w dozwolonej ilości  nie szkodzi człowiekowi dorosłemu. Wręcz przeciwnie: poprawia trawienie i ukrwienie organizmu. Młodzi ludzie powinni nauczyć się umiaru właśnie od swoich rodziców. Zatem to nie alkohol należałoby  piętnować, tylko  pijaków. Ludzi łamiących normy społeczne i nadużywających alkoholu.

Dziecko nie rodzi się z Savoir-vivre, ani też z przekleństwem na ustach. Wszelkie zachowania, grzecznościowe czy agresywne rozwijane  są najpierw  w rodzinie.  To, co zostanie przekazane dziecku na początku jego drogi, zaowocuje później. Na temat wychowania powiedziano wiele. Czas przejść do czynów i zdać sobie sprawę, że aby wychować normalnego obywatela, trzeba uznać w dziecku pełnowartościowego młodego człowieka. Można tego dokonać jedynie poprzez wyznawanie dobra. Na pewno nie można tego zrobić wykpiwając zachowanie nauczyciela przy własnym dziecku. Jeśli młody człowiek będzie ciągłym świadkiem opowiadania sobie kawałów np. o policjantach przez dorosłych,  nie uzna on w przyszłości autorytetu służb dbających o nasze bezpieczeństwo.

Na pewno nie przekaże się również dobrych wzorców dzieciom, wykpiwając instytucje kościelne czy edukacyjne. Dobitnym przykładem patologii jest emitowany obecnie serial „Szkoła”. Przedstawione
w nim sceny wzięte z życia ukazują bezradność dorosłych na wybryki uczniów. Szkoła jako instytucja wychowawcza nie tylko nie potrafi zapobiec  chuligańskim wybrykom, ale nie potrafi również uświadomić  uczniom ich niewłaściwych postaw. Straszenie rodzicami nic nie daje, zresztą podkopując autorytet innych, rodzice, niestety podkopują również autorytet własny.


Od czegoś trzeba zacząć. Zacznijmy od uznawania autorytetów. Uznajmy, że każdy jest ekspertem  we własnej dziedzinie i  okażmy szacunek instytucjom zwierzchnim. Stwórzmy we własnych kręgach system edukacyjny, który nie będzie promował miernoty ani przyklaskiwał bylejakości, lecz będzie stawiał określone wymagania dotyczące prawidłowych zachowań.  Niech młode pokolenia wzrastają
w świadomości odpowiedzialności za dobro własne i innych. Zamiast kultywować zakazy, pokażmy im perspektywę szlachetnych  wyborów, popartą owocami naszych wartościowych i kulturalnych wzorów.
 

czwartek, 6 września 2012

"Janosikowe" dobra

          Model rodzinny w Polsce jest specyficzny. Państwo popiera ogólne przekonanie, że bez rodziny nie ma społeczeństwa i że zdrowa rodzina to zdrowe państwo, jednak system socjalny nie rozwiązuje w sposób definitywny problemów biednych rodzin. Zasiłki rodzinne nie są dostatecznie wysokie, aby mogły ulżyć doli biednych dzieci,
a pomoc finansowa sprowadza się w zasadzie tylko do wypłacania  rodzicom doraźnie małych kwot pieniężnych.
Podstawowe pensje w Polsce nie zawsze wystarczają na pokrycie kosztów utrzymania, podczas gdy  wzrastające bezrobocie i bieda nie zwalniają naturalnie ludzi  z  potrzeby  zaspokajania głodu i pragnienia  korzystania z dóbr bardziej luksusowych.
To wywołuje zazdrość i frustrację w stosunku do tej warstwy społecznej, którą stać na wszystko.
Zrodzony z niespełnionych potrzeb drapieżny kapitalizm, który jest w Polsce, wymusza pogoń za pieniądzem pochodzącym często z niechlubnych źródeł: prostytucji zarobkowej studentek czy nieletnich, kradzieży samochodów na wielką skalę, handlu kradzionymi częściami i, co gorsze, narkotykami.
Tzw. śmieciowe umowy o pracę naturalnie nie rozwiązują problemu potrzeby zaspokojenia podstawowych potrzeb, a pogłębiają jedynie szarą strefę gospodarczą.
Do problemów natury egzystencjalnej dołącza jednocześnie problem nieprawidłowości modelu wychowania w typowej polskiej rodzinie: polega on na braku zainteresowania problemami dziecka, które często pozostawiane jest samemu sobie, bądź na nadopiekuńczości. Jednocześnie system wynagradzania i podporządkowywania sobie dzieci oparty jest na pieniądzach.
Ten sposób wychowania utrudnia dzieciom wejście w samodzielne życie i nie przygotowuje ich dostatecznie do dorosłości. Zamiast pomóc dzieciom zdobyć odpowiedni zawód, z którego mogłyby się w przyszłości utrzymać,  daje się im tzw. łatwe pieniądze, uzależniając je od siebie.
W rodzinie zachodniej dziecko również otrzymuje pieniądze, jednak nie przeznacza ich wyłącznie na przyjemności. Od najmłodszych lat dziecko uczone jest szacunku do pieniędzy, z których jest rozliczane. Najpierw dostaje ono parę centów, następnie w miarę upływu lat kwota ta (ustalona przez instytucję do spraw dzieci i młodzieży tzw. Jugendamt) jest powiększana. Status materialny rodzin nie ma tu żadnego znaczenia: wszystkie dzieci dostają taką samą kwotę, żadne z dzieci nie otrzymuje drogich prezentów pomimo tego, że rodzinę na nie stać. Dzieci zdają sobie sprawę, że na pieniądze trzeba zapracować i że nikt nie otrzymuje ich za darmo.
Państwa zachodnie w sposób autentyczny pomagają rodzinom. Biedne rodziny otrzymują od państwa mieszkania socjalne, samotne matki wychowujące dzieci mają specjalne dodatki związane z rachunkami i kosztami utrzymania, powstają sklepy dla biednych, w których za 1 euro można kupić wszystkie niezbędne produkty spożywcze.
Ten tzw. spokój socjalny jest oczywiście nierozerwalnie związany z podatkami, które autentycznie zasilają kasy socjalne. System podatkowy w państwach zachodnich jest bowiem niezwykle szczelny, a wszelkie ucieczki od rozliczeń są wychwytywane i karane.
Spójność instytucji państwowych jest również powiązana z instytucjami rodzinnymi, które wspiera bardzo mocno szkolnictwo zachodnie. To w szkole dzieci dowiadują się o różnych sytuacjach kryzysowych w  rodzinach. To tu właśnie nie tylko nie pozostają osamotnione ze swoimi problemami, ale uzyskują pomoc i wsparcie przy ich rozwiązywaniu. Jeśli rodzice mają problemy wychowawcze, dzieci pozostają pod opieką instytucji państwowych.
Źródła bogactwa na zachodzie Europy wynikają z pracy, wykształcenia i zapobiegliwości, i są społecznie akceptowane. Zresztą nie ma zbyt dużych rozdźwięków pomiędzy płacami w ogóle.
Natomiast w Polsce wykształcenie nie zawsze idzie w parze ze sprawiedliwie skomponowaną płacą: zdarza się, że ludzie z wyższym wykształceniem zarabiają o wiele mniej niż ci, którzy odpowiedniego przygotowania do wykonywanego przez siebie zawodu nie posiadają. Zły system społeczno-ekonomiczny sprzyja zawłaszczaniu majątku narodowego. Powstaje patologia, która polega na tym, że bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Przeciętna rodzina polska musi się utrzymać za 1,5 tys. PLN. Paradoks polega na tym, że właśnie ta rodzina płaci największe podatki. Nie udrożniony system ściągania podatków, który odczuwają przede wszystkim biedacy, powoduje, że kasa państwowa jest pusta, ponieważ bogaci lokują zyski w dobrach luksusowych, w ten sposób pomnażając dalej jedynie własne majątki.
Jednym słowem Polsce potrzebna jest sprawiedliwość społeczna, spokój socjalny i autentyczna pomoc państwa. Chyba najbardziej oczywistym posunięciem byłaby moralność podatkowa, do której można byłoby społeczeństwo zachęcić, poprzez odebranie im możliwości kombinowania. Zawężenie przepisów prawnych z pewnością nie przysporzyłoby problemu znakomitym prawnikom, których należałoby jedynie dopuścić do głosu.
Polskie partie polityczne ciągle podają własne recepty na polepszenie sytuacji ekonomicznej.
Obiecują nawet wyborcom uczynienie z Polski "kraju kwitnącej wiśni" zamiast otwarcie określić możliwości polepszenia sytuacji Polaków poprzez likwidację złodziejstwa i korupcji, ujednolicenia płac, zrównania wszystkich wobec prawa i pokazania jedynej niezawodnej drogi do wzbogacenia się, jaką jest uczciwa praca, sprawiedliwa płaca, możliwość kształcenia zawodowego i oferty pracy po szkole, zgodne z wykształceniem. Bo od silnego prawa i równości wobec niego wszystkich obywateli zacząć należałoby rozwój Polski. Szumnie głoszona rozbójnicka zasada: odbierajmy bogatym, dawajmy biednym – jakimi posługują się różne populistyczne partie, ma na celu być może jedynie odwrócenie uwagi od istoty problemu. Tym bardziej że dopóki nie przebudujemy całego systemu prawnego, odbieranie komukolwiek jakichkolwiek dóbr w ogóle nie wchodzi w grę...




poniedziałek, 5 marca 2012

Deizacja i "detronizacja" sztuki...

Dawniej sztuka wyrażała odwieczne dążenie człowieka do nieskończoności i do zjednoczenia się z bóstwem.
Artyści koncentrowali się na wartościach uniwersalnych, a cześć oddawali bożkom, w które zresztą wierzyli.
Człowiek był odbiciem bogów, ale nie był ubóstwiany. Nawet faraonowie zdawali sobie sprawę, że bez bogów nic nie znaczą. Zaden X-siński z Egiptu nie uzurpował sobie prawa do hołdu należnego Bogu.
W obecnych czasach człowiek często dokłada wszelkich starań, aby sztuka nosiła znamiona
masochistycznych wizji, więc stara się tworzyć ją w krwawych bólach porodowych zrodzonych z nadnaturalnych doznań... Hasła o tym, że sztuka powinna szokować, obiegają świat i powodują renesans schizofrenicznych dzieł.
Im bardziej udziwnione czy pokrętne, tym lepiej. W niemieckim kościele daje się dzieciom obrazki, na których postaci świętych pokazane są w sposób pokraczny. W teatrze performence kobieta "rodzi" na scenie lalkę Barbi.
Dymiąca kupa, leżąca na plakacie, zdobywa poklask (i nagrodę). Sikające zwierzęta czy ludzie budzą uznanie, podczas gdy artyści koncentrują się głównie na wulgarnej seksualności czy  na zachwycie nad wydalaniem.
Ale nie tylko. Zdumiewa również skąpstwo niektórych wypowiedzi artystycznych: niemiecka sprzątaczka w Dortmundzie nie miała pojęcia, że czyszcząc miskę do czysta, zniszczyła dzieło znanego artysty, które przypominało połączone ze sobą drabiny, pod którymi znajdował się pojemnik z gumy na wodę. Na jego dnie utworzył się osad z kapiącej cieczy, podziwiany przez koneserów sztuki. Sprzątaczka uznała, że naczynie jest po prostu brudne... To dzieło było wyceniane na prawie 1 milion euro. Przegrało jednak w konfrontacji ze ścierką i miotłą.
 Współczesny świat cechuje liberalizm, a więc luźne podejście do wartości podstawowych. Liczy się tylko pieniądz i własne przyjemności. Obserwujemy to szczególnie w rozwiniętych społeczeństwach zachodniej Europy, np. w Niemczech.  Nawet w Kościele katolickim można spotkać modernizm, który zapewne ma na celu dotarcie do współczesnego człowieka z treściami wiary, ale jednocześnie zgodnie z zasadą, zniża się do poziomu zwykłego konsumpcyjnego obywatela i preferuje sztukę, która szokuje i jest wulgarna.


           Obraz pt: Ostatnia wieczerza jako święto życia, namalowany przez  Henninga von Gierke.
           Zdjęcie prasowe: Markus Hauck. Katedra w Würzburgu (Muzeum Diecezjalne)

W wielu kościołach niemieckich umieszcza się stacje drogi krzyżowej i inne sceny religijne, wykonane w Afryce.
W tym wypadku obserwujemy zachwyt i przyzwolenie dla prymitywizmu.
Nie mam nic przeciwko kulturze afrykańskiej, ale uważam, że  przenoszenie tej sztuki do naszego środowiska jest kpiną ze sposobu życia i biedy tych ludzi. Jeśli Afrykańczycy wyobrażają sobie Chrystusa w czarnym kolorze skóry, to jest normalne. Ale transponowanie tego obrazu na grunt europejski oddala naszą wiarę i kieruje ją na kontynent afrykański. 
Wiadomo że sztuka powinna pobudzać do refleksji i do zastanowienia się nad życiem i jego sensem. Ale są granice pomiędzy wartościami najważniejszymi dla człowieka, jak jego wiara, odniesienie do Boga czy wreszcie szacunek dla religijnych symboli a środkami wypowiedzi – nie za wszelką cenę.
Czynności wydalania czy jedzenia są naturalnymi potrzebami fizjologicznymi, które cechują każdą istotę żyjącą. Człowieka zaś wyróżnia jego intelekt, emocjonalność i zdolność do miłości.
Wydaje się, że należałoby jednak wyznaczyć granice, których artysta nie powinien przekraczać.
Sztuka nie powinna obrażać czyichkolwiek uczuć religijnych i wyszydzać symboli.
Nie powinna też "zasmakowywać" w fekaliach ani mieszać wyuzdaną nagość z sakramentalnością.
Sztuka powinna wychowywać. Chcemy przekazać młodemu pokoleniu zdrowe zasady.
Czyż młodzi ludzie nie powinni zrozumieć, że podstawową wartością każdego człowieka jest jego osobista relacja z Bogiem i z drugim człowiekiem?
Czy ideologia dorabiana do współczesnej sztuki ma na celu wyrobienie smaku artystycznego?
Wpojenie ludziom nowych zasad wartości etycznych? Czy chodzi tylko o korzyści materialne?...
A może jeszcze o coś więcej...



piątek, 11 listopada 2011

Anarchistyczno-demokratyczne obchody Swięta Niepodległości

Dziś obchodzimy w Polsce Święto Niepodległości.
Oficjalnie organizowane są różne rocznicowe uroczystości.
Na fali niezadowolenia społecznego ludzie organizują się również w grupy, aby dać wyraz swoim emocjom. Przybierają one formy manifestacji wylegających na ulice.
Z jednej strony – skrajna prawica – ludzie młodzi, ogoleni na łyso, niekoniecznie wykształceni,
głoszący hasła: Polska dla Polaków, sprzyjający neofaszyzmowi.
Z drugiej – pochód młodzieży liberalnej, najczęściej dobrze wykształconej, cwanej, żądającej
legalizacji narkotyków, eutanazji i walki z Kościołem w sensie jakiejkolwiek formy religii.
Obie postawy skrajne, nie do zaakceptowania.
Polska potrzebuje dzisiaj nowej formy patriotyzmu. Nie tej przedwojennej ani nie tej komunistycznej.
Należy patrzeć na Europę jako na wspólnotę różnorodnych ojczyzn, ale których podstawą patriotyzmu jest chrześcijaństwo. Fundament kultury europejskiej stanowi myśl filozoficzna starożytnej Grecji i chrześcijaństwo właśnie. Patriotyzm ma sens w kontekście Ewangelii: szacunek do siebie i innych ludzi, tolerancja w naszym życiu, ale jasne i konkretne wytyczenie granic dotyczących ludzkiej wolności.
Bo czyż można mówić o wolności w przypadku zniewolenia  jakimkolwiek nałogiem?...
Prawdziwy patriotyzm wydobywa z historii swojego kraju te wartości, które jednoczą naród i z których płynie jakieś przesłanie dla pokoleń. Prawdziwy patriotyzm łączy wysiłek budowania dzieł materialnych z troską o młode pokolenie i dobro rodziny.
Najbardziej tragiczne jest, gdyw państwie majątek narodowy jest w obcych rękach i de facto to nie rząd rządzi, tylko mała grupa oligarchów – ludzi, którzy skupili wokół siebie ważne gałęzie gospodarki.
Nie trudno się domyśleć, że wszelkie niepokoje społeczne i niestabilność w Polsce wynika z biedy.
Odbywające się obecnie w Warszawie manifestacje są, rzecz jasna, przejawem frustracji, a nie patriotyzmu.
Z jednej z grup wyłaniają się ludzie przegrani, bez pracy, bez perspektyw na godne życie.
A z drugiej – ludzie, którym się żyje bardzo dobrze, ale chcieliby mieć jeszcze większe przywileje, aby mieć więcej pieniędzy i wpływów.
Dzisiejsze Święto Niepodległości, na które patrzę z mojego zagranicznego dystansu, napawa mnie smutkiem.
Bo słyszę propagandę sukcesu z jednej strony, że Polska jest zieloną wyspą, kwitnącą gospodarczo w Europie, silniejszą od Niemiec, Anglii, Francji...
A widzę bezsilność państwa polskiego wobec wyjazdów młodych ludzi za granicę "za chlebem"
i widzę  rząd, który na nic nie ma wpływu i nie potrafi się zatroszczyć w żadnej dziedzinie życia
o swoich obywateli...
Bo jak wytłumaczyć paradoks zarobków w państwie, utrzymujących się na poziomie minimalnym, a cen, które daleko przewyższają ceny zachodnie?...
Czy Rzeczypospolita Polska to będzie tylko  kraj, w którym biedni będą biednieć, a bogaci będą się zawsze bogacić?...




środa, 27 kwietnia 2011

Pedofilia

Sieć internetowa na całym świecie jest filtrowana.
Ma to zapobiec wszelkiego rodzaju zagrożeniom i im przeciwdziałać.
Jednym z największych jest pedofilia, czyli wykorzystywanie seksualne dzieci, które powoduje ogromne  szkody w ich delikatnej, kształtującej się dopiero strukturze  psychicznej.
Tymczasem pedofile, odczuwając dyskomfort demaskacji, wycofują się z sieci i zrzeszają się w grupy, w których wymieniają się filmami czy zdjęciami między sobą. Do nakręcenia filmu często wykorzystują własne dzieci... I to właśnie zjawisko, ze względu na niebezpieczeństwo "wpadki" przez internet, narasta w obrębie własnych  rodzin.
Przeobrażenia ekonomiczne i pogoń za pieniądzem z jednej strony, a z drugiej również drastycznie pogarszająca się sytuacja materialna rodzin powoduje proces degeneracji socjalnej. Zarówno zapracowani, jak i co gorsza niepracujący uciekający w alkohol rodzice nie potrafią wytyczyć swoim dzieciom właściwych i bezpiecznych granic.
Dziecko pozostawione same sobie, niemające oparcia w rodzinie i molestowane przez jednego z jej członków, siebie obarcza odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację. Czuje czające się zło i je pochłania. Z drugiej strony boi się szantażu, nie chce stać się przyczynkiem do rozpadu rodziny, więc milczy ze strachu albo dla korzyści materialnych. Pedofile często robią dzieciom prezenty, zachęcając je w ten sposób i włączając do "gry". W związku z tym obecnie można też zauważyć zjawisko odwrotne: szantaż ze strony dzieci, które podejmują "złą grę".
Oczywiście nie wszyscy pedofile krzywdzą własne dzieci. Niektórzy w obrębie rodziny zachowują pozory  wzorowych ojców i mężów, a zwyrodniałe instynkty realizują, porywając w skrajnych przypadkach i przetrzymując bezbronne dzieci bądź zwabiając je do własnych domów pod nieobecność ich domowników.
Znamienne jest to, że matki pozostają nieczułe na krzywdę swoich dzieci, nie reagując na zmianę ich zachowania czy różnorodne sygnały SOS wysyłane podświadomie.
Brak odpowiednich instytucji opiekuńczych dodatkowo zamyka dzieciom możliwość zwrócenia się o pomoc.
Społeczeństwo polskie jest informowane o spektakularnych akcjach policji robiącej naloty w godzinach rannych, w różnych domach w Polsce i konfiskującej sprzęty komputerowe celem ich zbadania. Wśród zatrzymanych często znajdują się nauczyciele, politycy, księża, lekarze. Podawane są liczby rozpoznanych pedofilii, a potem następuje głęboka cisza. Nie znamy dalszych losów zwyrodnialców, którzy często pozostają bezkarni w obliczu wyroku w zawieszeniu. Całe bowiem wysiłki organów ścigania nie wystarczą, jeśli ustawodawcy, a więc rząd i sejm nie podejmą wysiłków nie tyle co do  konsekwentnego stosowania prawa wobec wszystkich przestępców, ile do zmiany systemu prawnego na rzecz bezpieczeństwa obywateli.
Pedofile, karani czy nie, istnieją dalej, a obrączkowanie ich czy kastracja farmakologiczna nie zapobiega ich złym skłonnościom ani nie wpływa na zmianę osobowości, ponieważ ich zdeformowana orientacja seksualna dotyczy przede wszystkim sfery psychicznej, a nie narządów rozrodczych.
Ponadto trzeba pamiętać o tym, że pedofile sami też zakosztowali owoców "złych" dotyków w dzieciństwie. Zostali niejako przysposobieni do egoistycznego i głęboko niemoralnego zaspakajania własnych wypaczonych potrzeb.
Karanie ich poprzez obrączkowanie, katalogowanie i kary w zawieszeniu nie daje żadnych efektów.
Przynosi jedynie ulgę pedofilowi, który zostaje zdemaskowany.
Tak więc działania "zapobiegawcze" przypominają trochę postawienie płotu, który można połamać, przez który można przejść albo z którym można się pogodzić. Prawidłowe działanie instytucji ustanawiających sankcje  prawne powinno zawierać coś więcej niż poprzeczkę, mianowicie powinno zniechęcać przestępcę do popełniania w przyszłości podobnych czynów.
Znany jest przypadek pedofila osądzonego ostatnio w Aschaffenburgu, na Bawarii. Dostał on parę tysięcy euro grzywny, nastąpiła też konfiskata sprzętu komputerowego, który wykorzystywał w niewłaściwy sposób, do niewłaściwych celów. Konkret. Nikt pedofila nie niańczy poprzez nakładanie mu elektronicznej obrączki. Wręcz przeciwnie: musi pilnować się sam, bo jest zadłużony po uszy. Nie będzie go stać w najbliższej przyszłości na prezenty dla wykorzystywanych dzieci.
Ponadto na zachodzie pieczę nad dziećmi sprawują nie tylko specjalnie powołane do tego celu instytucje i urzędy, ale również szkolni pedagodzy, którzy natychmiast wyłapują impulsy przekazywane poprzez zmianę zachowania się dziecka.

W rankingach dotyczących kary śmierci większość polskiego społeczeństwa wypowiada się "za".
Postawy radykalne stają się coraz bardziej popularne. Świadczy to o tym, jak bardzo społeczeństwo czuje się zagrożone we własnym demokratycznym  kraju,w którym władza zapewnia o spadku przestępczości, policja pokazuje na to odpowiednie statystyki, a zwykły obywatel, wychodząc
z domu, może zostać zamordowany dla telefonu komórkowego albo dla paru złotych na alkohol...
Jak wielka jest rozpacz zdesperowanych, niewychowywanych przez państwo, pozbawionych środków do życia ludzi?....

sobota, 2 kwietnia 2011

"Ustawa"

Wczoraj zatwierdzono w sejmie projekt zmian w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii.
W jaki sposób będzie się w Polsce przeciwdziałać narkomanii?
Poprzez przyzwolenie na posiadanie działki narkotyku.  Każdy może mieć przy sobie jedną działkę, którą może wykorzystać na własny użytek. Tylko niby skąd wziąć truciznę, którą wolno się po trochu truć?
Potencjalny narkoman nie hoduje sobie marihuany na parapecie...
Musi tę działkę kupić.
Dilerzy mają trochę utrudnione zadanie, bo będą musieli się chłopcy nabiegać. Ale za to będą bezpieczni i bezkarni, jeśli będą mieli przy sobie jedną działkę narkotyku. Może to też spowodować "boom" na dilerów: na jednego potencjalnego dzieciaka "na głodzie" – jeden diler przychodzący z pomocą słownie: jednej działki.
Zastanawiam się, czy nie można by też wprowadzić do sprzedaży cyjanku: zaoszczędzilibyśmy niejednemu dziecku trudu odbierania sobie życia.
Minie trochę czasu obfitującego w pogłębiającą się narkomanię i związaną z tym patologią społeczną, po czym ta "poprawka" zostanie naprawdę poprawiona. Tak już kiedyś było.  Były już ogłaszane amnestie dla przestępców, których nagminnie wypuszczano z więzień, do których oni i tak z powrotem wracali.
Dlaczego nikt nie chce po prostu stworzyć jasnych i konkretnych ustaw prawnych, przy których każdy mógłby czuć się bezpiecznie...
W skład parlamentu niemieckiego wchodzą różne partie polityczne. W przeważającej części są to też liberałowie. Ale nawet gdyby nie mieli na względzie dobra całego narodu, to na pewno mają na względzie dobro własnych dzieci czy wnuków...
Panie i Panowie Posłowie.
Czy może moglibyście się zająć nowymi miejscami pracy dla kończącej szkoły młodzieży?..
Kształceniem zawodowym, bo nie samych orłów mamy?...
Czy wreszcie wskazaniem jakiś perspektyw na godne życie?...

piątek, 1 kwietnia 2011

Prawo jazdy a prawo...

Szkoły jazdy w Polsce tracą klientów. Obywatele państwa polskiego wolą jeździć do Czech i na Ukrainę, gdzie za sumę jednego czy dwóch tysięcy złotych w ciągu paru dni otrzymają dokument uprawniający ich do poruszania się samochodami osobowymi po drogach publicznych.
A rząd śpi?...
I nie chodzi o to, aby utrudnić biednemu Polakowi możliwość jazdy własnym samochodem, ale o to, żeby można było czuć się bezpiecznie w państwie, które reguluje zachowania obywateli i chroni ich przed wypadkami spowodowanymi brakiem respektu w stosunku do prawa.
Dlaczego kierowcy z zachodnich krajów zatrzymują się przed przejściem dla pieszych, a prawie żaden z polskich kierowców tego nie robi?...
Przyjrzyjmy się innej sytuacji zaistniałej w Niemczech.
Kiedy obywatelowi niemieckiemu  zostanie  odebrane prawo jazdy za alkohol, może je odzyskać poprzez zgłoszenie się na Idiotentest i powtórne zrobienie prawa jazdy. Jeśli chodzi o Idiotentest, to  polega on nie tylko na badaniu psychiatrycznym, ale również na testach wątrobowych, które mają za zadanie wykazać, że ukarany nie brał w ogóle alkoholu do ust przez ostatnie pół roku. Dopiero potem można powtarzać cały kurs. Niemcy, chcący obejść Idiotentest – nie tylko trudny, ale i bardzo drogi, kosztujący około 4 tysięcy euro – bardzo chętnie chcieli  robić samo prawo jazdy za granicą. Ale wtedy niemiecki rząd zareagował niemal natychmiast: uchwalono przepis, podany do publicznej wiadomości dla wszystkich w całym państwie, że jeżeli obywatelowi  niemieckiemu zostanie odebrane prawo jazdy ze względu na alkohol,  może on je zrobić powtórnie jedynie w Niemczech.
Gdyby komuś zaś przyszło do głowy robienie pierwszego prawa jazdy w Polsce czy gdzie indziej za granicą, musiałby przebywać w tym kraju minimum 3 miesiące...
Tak więc w Republice Federalnej Niemiec to rząd przechytrza obywateli, a nie obywatele rząd...
Kto nadzoruje mechanizmy prawne w Polsce?
Dlaczego do tej pory nie ma dobrych regulacji prawnych związanych np. z mandatami?
Społeczeństwo polskie jest bardzo zróżnicowane. Jedni zarabiają bardzo mało, inni mają bardzo dobre dochody. Sprawiedliwie i po równo nie znaczy jednak w tej kwestii dla wszystkich od pięciuset do tysiąca złotych mandatu. Dlaczego? Ci, których zarobki przekraczają kilka tysięcy miesięcznie nie będą mieli zbytniej motywacji do przestrzegania prawa następnym razem, dla nich ta suma jest śmiesznie niska. Ci, których zarobki są bardzo niskie, są ukarani o wiele dotkliwiej niż bogatsi od nich. Dlatego uzależnienie mandatów od wysokości  zarobków na gruncie polskim byłoby bardziej wychowawcze.
Tak jest np. w krajach skandynawskich.
Natomiast w Niemczech te same kwoty stanowią dotkliwy wydatek zarówno dla biednych, jak i dla bogatszych. Ale tu nie ma takich olbrzymich dysproporcji ani w zarobkach, ani w wydatkach.
Następna sprawa, ściśle związana z regulacją prawną, to kompetencja sądów.
Jeśli obywatele w Niemczech mają jakiś problem, rozstrzygany na szczeblach sądu związkowego danego Landu (w Polsce są to województwa), to werdykt wydany przez te sądy ma charakter wiążący dla całego prawa niemieckiego. Np. jeśli ktoś spowodował wypadek w zimie, a miał opony letnie i ubezpieczyciel nie chciał wypłacić odszkodowania – to rozstrzygnięcie na szczeblach sądu związkowego spowodowało, że ustawa weszła w życie na terenie całych Niemiec.
Dlaczego w Polsce sądy mają prawo wydawać sprzeczne opinie?...
W parlamencie niemieckim również dochodzi do różnych spięć. Ale jeśli w grę wchodzi dobro niemieckiego obywatela, to natychmiast zaobserwować można zrozumienie i jednomyślność w uchwałach na korzyść ludu.
Może zechcielibyśmy wreszcie się czegoś od naszych sąsiadów nauczyć...